tor blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2005

    Frag nicht was der Staat gegen dich tut. Frag was du gegen ihn tun kannst.

    Tydzień dopiero się zaczął, a tu już takie dobre wiadomości. Pierwszą przemilczę, zgodnie z koncepcją tego bloga, natomiast druga jest taka, że będę miał na kogo głosować.

    Do dziś byłem przekonany, że pójdę głosować przeciw wybuchowej mieszance rasizmu z populizmem (patrz Komentarze IV: Antifa). Teraz już wiem, że jednak zagłosuję za polityką rozważną i umiarkowaną. Cimoszewicz kandyduje.

    Derbeth widząc moją radość wynikającą z tego faktu powiedział:

    nie wiedziałem, że z ciebie taki lewicowy aktywista ;)

    Otóż – nie jestem lewicowym aktywistą. Do ideologii lewicowej bardzo mi daleko, jestem liberałem. Ale w obecnej sytuacji politycznej i przy takim wyborze kandydatów bez wahania postawie krzyżyk przy nazwisku Cimoszewicza. Będzie dobrym prezydentem.

    Sanity is not statistical.

    Miałem o tym nie pisać. Nie chciałem. Oklepane, wszyscy o tym trąbią, sytuacja jasna i wiadomo, kto ma rację. Przynajmniej ja wiem. Nie ma o czym pisać. Przetrzymałem więc Kaczyńskiego i cały ten szum wokół Parady Równości i już myślałem, że mam to za sobą. Ale nie, tego nie przepuszczę…

    Telewizja TVN 24. Reportaż z Parady Normalności. Cytat z pamięci. Reporterka podchodzi do dwóch młodych uczestników parady. Zadaje jakieś pytanie, którego w materiale nie słychać.
    – Nie tolerujemy geji. Gejostwa. – pada odpowiedź.
    – Dlaczego?
    Młody człowiek wygląda na bardzo zaskoczonego. Widać, że przez ułamek sekundy myśli.
    – Konkretnie to nie wiem dlaczego. Nie tolerujemy i tyle.
    – To jest przeciwko prawom boskim. – ten drugi rusza na ratunek zagubionemu koledze.
    – Ale jakim prawom boskim? Przecież tacy ludzie istnieją, więc… – nie daje za wygraną dziennikarka (trzeba jej przyznać, wytrwała jest).
    – No ale na przykład w hitlerowskich Niemczech ich nie było…

    Przez pół minuty siedziałem z otwartymi ustami na fotelu. Potem zacząłem się śmiać. Giertych na prezydenta.

    Nie niepokoi mnie fakt, iż jestem nieznany. Czuję niepokój, kiedy nie znam innych.

    Wolność słowa wydaje się nam czasem tak fundamentalnym prawem, że ciężko jest sobie wyobrazić świat jej pozbawiony. A jednak – rzeczywistość w sposób bardzo dobitny pokazuje, jak bardzo kruchy jest ten fundament. Od przeszło tygodnia śledzę rozwój sytuacji w Chinach związanej z ostatnimi posunięciami rządu. I z żalem stwierdzam, że jest coraz gorzej.

    Wczoraj Microsoft postanowił zastosować się do nowych przepisów i zmusić użytkowników serwisu MSN do postąpienia podobnie, cenzurując ich blogi.

    Słychać nieśmiałe głosy sugerujące, że w zamian za ten ruch rząd chiński zacznie efektywniej zwalczać piractwo. MS odpiera zarzuty mówiąc, że to normalna procedura – przestrzegają prawa każdego państwa, w którym operują. Niech będzie. Wierzę na słowo.

    Ale Google?! Nie pozwalanie użytkownikom na wyszukiwanie konkretnych informacji, to już nie to samo, co nie pozwalanie im na publikowanie określonych treści. No bo przecież nikt nie będzie karał Google Inc. za fakt, iż można za pomocą ich wyszukiwarki znaleźć informacje o produkcji broni atomowej. To tak jakby karać producenta noża, którym zabito człowieka. Taki nonsens nie przeszedłby nawet w Chinach. Chyba.

    Więc dlaczego?

    Haec dicit Dominus state super vias et videte et interrogate de semitis antiquis…

    Dzwonek do drzwi.
    – Kto tam?
    – Dzieńdobry.
    – Kto tam?!
    Cisza.

    Od kiedy to na pytanie „Kto tam?” odpowiada się „Dzieńdobry”? Debilizm i wtórny analfabetyzm? Może…

    A może i nie. Czasem bowiem jest ciąg dalszy. Zwykle wygląda tak: „Jestem Świadkiem Jehowy i…”.

    SPAM IRL? Tak! Tylko dlaczego moje drzwi nie noszą ładnego loga w kształcie nietoperza lub sympatycznego niebieskiego ptaka, nie mają kill-file’a, ani nowoczesnych filtrów antyspamowych? Nie pogniewałbym się też gdyby przy okazji miały obsługę RSS i Newsów. Jeszcze tylko zapadnia pod wycieraczką i pewnie dałoby się usłyszeć w rzeczywistości charakterystyczne, czysto wirtualne jak dotąd, *PLONK*.

    Przysięgam, że kolejnego takiego spammera pogonię tak, że popamięta.

    I nie, nie obchodzą mnie poglądy religijne tej osoby. Jak dla mnie to może być nawet kapłanka Sune (chociaż…).

    Terre des Hommes.

    Dzisiaj obchodzony jest Światowy Dzień Ziemi, w tym roku pod hasłem Zielone Miasta. Z tej okazji UNEP wydał specjalną publikację pod tytułem „One Planet Many People: Atlas of our Changing Environment”.

    Tę 322-stronnicowa książkę w twardej oprawie można nabyć w księgarni EarthPrint za cenę, bagatela, 150 dolarów amerykańskich.

    A w środku udostępnione przez NASA zdjęcia satelitarne, zestawione w pary – zdjęcie z lat ’70-tych obok zdjęcia z roku 2000. Zupełnie jak w reklamach środków odchudzających – przed i po.

    BBC prezentuje kilka przykładowych zdjęć. Strach się bać. Kiedy najbliższy lot na Marsa?

    Wszystko jest poezja.

    Przesiadując dzisiaj w uczelnianej pracowni komputerowej (8 prawie nowiutkich komputerów z dostępem do Internetu od 8 do 14… Mniam. Jest co robić między zajęciami. I w czasie zajęć też.) zauważyłem pewne zastanawiające zjawisko.

    W sali siedzi osiem osób. Na oko ze cztery uderzają w klawiatury z prędkością około 60 znaków na minutę. Hałas jak diabli, własnych myśli człowiek nie słyszy… A tu siedzi sobie niewiasta i z twarzą przy samym monitorze czyta wiersze.

    Pierwsze, co mi się jakoś tak rzuciło na mózg, znaczy… Khm… Pierwsze moje skojarzenie to hasło „profanacja”. No bo chwila… Żeby poczuć poezję, czy jakikolwiek inny tekst szczątkowo chociaż artystyczny, trzeba mieć warunki. Cisza, spokój, kubek gorącej herbaty (kawy lub czekolady, jak kto woli) i ewentualnie nastrojowa muzyka.

    Ale zaraz potem się zreflektowałem. Właściwie to mogę nawet śmiało rzec, że zauważyłem własną niezamierzoną hipokryzję. Szedłem sobie całkiem niedawno ulicą czytając pewną Książkę. Już chciałem sięgnąć po znajduące się w kieszeni krakersy, ale stwierdziłem, że to by był nietakt w stosunku do mojej jakże poważnej lektury. W końcu to nie mecz piłkarski. Ach, ależ to było elitarne z mojej strony…

    Tą samą Książkę czytałem jednak później w pociągu, w przepotwornym ścisku, przy ciągłym stukocie kół naszych kochanych, rozpadających się pociągów. Wtedy nie myślałem o kołach, hałasie… Nic nie istniało.

    Ciekaw jestem, czy ta dziewczyna też tak czuła czytając te swoje wiersze… Może.

    Drugą myślą było „Ech, ależ to niskie, poezja na ekranie komputera. A gdzie tu romantyzm?”

    A jednak… Mnie również się zdarza czytywać w sieci wiersze i przeróżne inne próby literackie. Mało tego – kilka moich własnych prac też jest w sieci.

    Dobrze czasem spojrzeć w lustro tak z zaskoczenia.

    P.S. Straszne rzeczy życie wyrabia ze sztuką, nieprawdaż? A nie wiem nawet czy te wiersze były dobre…


    • RSS