Wszystko jest poezja.

Przesiadując dzisiaj w uczelnianej pracowni komputerowej (8 prawie nowiutkich komputerów z dostępem do Internetu od 8 do 14… Mniam. Jest co robić między zajęciami. I w czasie zajęć też.) zauważyłem pewne zastanawiające zjawisko.

W sali siedzi osiem osób. Na oko ze cztery uderzają w klawiatury z prędkością około 60 znaków na minutę. Hałas jak diabli, własnych myśli człowiek nie słyszy… A tu siedzi sobie niewiasta i z twarzą przy samym monitorze czyta wiersze.

Pierwsze, co mi się jakoś tak rzuciło na mózg, znaczy… Khm… Pierwsze moje skojarzenie to hasło „profanacja”. No bo chwila… Żeby poczuć poezję, czy jakikolwiek inny tekst szczątkowo chociaż artystyczny, trzeba mieć warunki. Cisza, spokój, kubek gorącej herbaty (kawy lub czekolady, jak kto woli) i ewentualnie nastrojowa muzyka.

Ale zaraz potem się zreflektowałem. Właściwie to mogę nawet śmiało rzec, że zauważyłem własną niezamierzoną hipokryzję. Szedłem sobie całkiem niedawno ulicą czytając pewną Książkę. Już chciałem sięgnąć po znajduące się w kieszeni krakersy, ale stwierdziłem, że to by był nietakt w stosunku do mojej jakże poważnej lektury. W końcu to nie mecz piłkarski. Ach, ależ to było elitarne z mojej strony…

Tą samą Książkę czytałem jednak później w pociągu, w przepotwornym ścisku, przy ciągłym stukocie kół naszych kochanych, rozpadających się pociągów. Wtedy nie myślałem o kołach, hałasie… Nic nie istniało.

Ciekaw jestem, czy ta dziewczyna też tak czuła czytając te swoje wiersze… Może.

Drugą myślą było „Ech, ależ to niskie, poezja na ekranie komputera. A gdzie tu romantyzm?”

A jednak… Mnie również się zdarza czytywać w sieci wiersze i przeróżne inne próby literackie. Mało tego – kilka moich własnych prac też jest w sieci.

Dobrze czasem spojrzeć w lustro tak z zaskoczenia.

P.S. Straszne rzeczy życie wyrabia ze sztuką, nieprawdaż? A nie wiem nawet czy te wiersze były dobre…