Nie niepokoi mnie fakt, iż jestem nieznany. Czuję niepokój, kiedy nie znam innych.

Wolność słowa wydaje się nam czasem tak fundamentalnym prawem, że ciężko jest sobie wyobrazić świat jej pozbawiony. A jednak – rzeczywistość w sposób bardzo dobitny pokazuje, jak bardzo kruchy jest ten fundament. Od przeszło tygodnia śledzę rozwój sytuacji w Chinach związanej z ostatnimi posunięciami rządu. I z żalem stwierdzam, że jest coraz gorzej.

Wczoraj Microsoft postanowił zastosować się do nowych przepisów i zmusić użytkowników serwisu MSN do postąpienia podobnie, cenzurując ich blogi.

Słychać nieśmiałe głosy sugerujące, że w zamian za ten ruch rząd chiński zacznie efektywniej zwalczać piractwo. MS odpiera zarzuty mówiąc, że to normalna procedura – przestrzegają prawa każdego państwa, w którym operują. Niech będzie. Wierzę na słowo.

Ale Google?! Nie pozwalanie użytkownikom na wyszukiwanie konkretnych informacji, to już nie to samo, co nie pozwalanie im na publikowanie określonych treści. No bo przecież nikt nie będzie karał Google Inc. za fakt, iż można za pomocą ich wyszukiwarki znaleźć informacje o produkcji broni atomowej. To tak jakby karać producenta noża, którym zabito człowieka. Taki nonsens nie przeszedłby nawet w Chinach. Chyba.

Więc dlaczego?