Blogito ergo sum.

Kiedy zakładałem tego bloga, nieco ponad dwa miesiące temu, wielu moich znajomych patrzyło na mnie jak na idiotę. Padały oskarżenia o ekshibicjonizm lub czasową utratę poczytalności. W najlepszym wypadku spotykałem się z podejrzliwością i dystansem do pomysłu. Trudno się dziwić. Nie jestem Elizką, zakompleksioną nastolatką z problemami, więc do profilu typowego polskiego blogera nie pasuję…

A teraz uwaga, przekraczamy wirtualne granice naszego kraju. Klik. Już. I co widać na szerokich wodach międzynarodowej Sieci? Każda większa firma ma bloga (weźmy choćby Google). Mało tego, według Jonathana Schwartza, cytowanego przez BWOnline w artykule Blogging for Business, każdy szanujący się menadżer powinien prowadzić bloga.

Coraz śmielsze stają się też głosy twierdzące, iż blogi powoli stają się konkurencją dla tradycyjnych mediów, na przykład artykuł Blogi zwiastują koniec prasy? na blogu nextmedia zawierający garść ciekawych statystyk, czy też artykuł Marka Lenarcika pt. Nie wierz telewizji, czytaj blogi! zamieszczony w najnowszym CHIPie, w którym zarysowane są przyczyny takich tendencji. Oba artykuły zaznaczają jednak, że „problem” nie dotyczy Polski…

Całą światową blogosferę można podzielić na dwie części: (a) ekshibicjonizm internetowy oraz (b) quasi-publicystykę. To tylko model, więc szarą strefę po środku pomijamy. O ile Elizek-ekshibicjonistek mamy na naszym podwórku całe mnóstwo, to publicystów jakoś nie widać zbyt wielu. Może po prostu boją się tej powodzi „nieprzyzwoitości” jaka ich otacza i nie wychodzą z domu?

Wytworzył nam się w Polsce stereotyp stawiający znak równości między blogerem a Elizką i między blogiem a ekshibicjonizmem. Uwaga, puenta: stereotypy są złe.

Na zakończenie pozwolę sobie jeszcze zaznaczyć, że nie mam nic przeciwko Elizce. Naprawdę. Z pewnością fajna z niej dziewczyna, a jej koleżanki z klasy chętnie czytają notki na jej blogu. Tylko że ja jej nie znam i nie mam czego tam szukać. Poza tym lubię różnorodność, a wszędzie widzę tylko klony Elizki. Ale kto wie, może w przyszłości panna Eliza będzie poczytną autorką, której publicystyczny blog będą codziennie odwiedzać tysiące osób… Oby.