It’s been a long road
Getting from there to here

Ostatnio spędziłem nieco czasu na wymóżdżaniu settingu w konwencji science fiction celem poprowadzenia znajomym kilku sesji RPG w klimatach nieco odmiennych od wałkowanego przeze mnie ostatnio klasycznego fantasy. Setting nie wyszedł co prawda zbyt oryginalny (zobaczymy jak to się sprawdzi w praniu), ale przy okazji zacząłem się zastanawiać nad pewnymi sprawami…

Rozwój człowieka na przestrzeni tych setek tysięcy lat istnienia gatunku to zadziwiająca rzecz. Homo sapiens powstał 150 000 lat temu. 50 000 zajęło naszym przodkom doczłapanie się do pierwszego w historii wielkiego odkrycia geograficznego – opuszczenia skrawka lądu, który później nazwany zostanie Afryką. Kolejne 100 000 (no, prawie) zajęło im dojście do tego, że ten dziwny przedmiot, który się toczy można nazwać kołem (w oryginale prawdopodobnie „ugh-ug”) i wykorzystać do czegoś pożytecznego. Potem, jak już człowiek potrafił się toczyć, wszystko się… potoczyło. Z górki. Około 5 500 lat później, w roku 1522, dobiegła końca zapoczątkowana przez Ferdynanda Magellana podróż dookoła świata. A już w 439 lat po zawinięciu Victorii do portu byliśmy w kosmosie. Potem w osiem lat dostaliśmy się na księżyc. 36 lat przerwy na badania orbitalne i już mamy lądowanie Pathfindera na Marsie…

Z tysięcy lat pomiędzy kolejnymi przełomami zrobiły nam się nagle dziesiątki. I chociaż ta galopująca eksploracja musi się kiedyś zatrzymać lub chociaż zwolnić, to napawa ona pewnym optymizmem i dumą z osiągnięć tego małpopodobnego stworzenia. Kto wie, może przyjdzie mi kiedyś postawić stopę na alei Ziemskiej, głównej arterii komunikacyjnej pierwszej ludzkiej kolonii na czerwonej planecie…

Dziś 36. rocznica lądowania Orła na księżycu. Z tej okazji wraz z Google zapraszam Was do odbycia wirtualnej wycieczki po Morzu Spokoju.