Monarcha czasem bywa Kaligulą, czasem Markiem Aureliuszem. Lud nigdy nie bywa Markiem Aureliuszem.

Kierunki w jakich potrafią się potoczyć rozmowy nie przestają mnie zadziwiać. Od żaglowców do ustrojów politycznych. Całość podsumowała Kasia stwierdzając co następuje (cytat z pamięci): Wolę demokrację od monarchii. W demokracji władza przynajmniej udaje, że obywatele mają coś do powiedzenia.

A ja właśnie wolałbym monarchię. I to nie jakąś tam farsę z marionetkowym monarchą, który ma się szeroko uśmiechać do kamer i „panować, ale nie rządzić”. Nie, ja chciałbym porządną dziedziczną monarchię, z silną władzą wykonawczą skupioną w rękach władcy i parlamentem w roli zaworu bezpieczeństwa. Zabrzmiało pompatycznie i mało realnie? A pamiętacie Konstytucję 3 maja? Niestety, jest to w dzisiejszym demokratycznym świecie pogląd dość niepopularny i szanse na odpowiednie zmiany w Polsce są dość nikłe. A szkoda, bo zalety takiego ustroju są dość znaczne.

Po pierwsze, powoduje sytuację, w której rządzą ludzie od kołyski kształceni do tego właśnie zadania. Nie hydraulicy, lekarze czy elektrycy z wąsami. A w republice? Co człowiek bez wyższego wykształcenia może zrobić po objęciu urzędu? Musi zacząć się uczyć rządzić. Kadencja trwa 4 lata. Przez dwa lata taki ktoś stara się w całym tym bajzlu połapać (pamiętajmy, że w tym czasie nic nie stoi w miejscu, i całe państwo wali się ktosiowi na głowę). Przez kolejne dwa lata ktoś stara się bardzo, żeby go wybrano na kolejną kadencję. Państwo dalej wali mu się na głowę, ale już go to za bardzo nie obchodzi. No dobrze, nie wali się, bo jakoś ten cały mechanizm przecież działa. A działa tylko dzięki rzeszom doradców. Tylko, że nie głosujemy na doradców, a na ktosiów. To nawet nie jest demokracja pośrednia, to jest pośrednia demokracja pośrednia. Witamy w Rzeczpospolitej Doradców.

Po drugie, człowiek, który jest absolutnie pewien, że jego potomek za jakiś czas będzie musiał rządzić tym kawałkiem ziemi i garstką ludzi, będzie się o wiele bardziej starał by ziemia była bardziej mlekiem i miodem płynąca, a ludzie zadowoleni. Prawda, historia zna władców złych. Ale zna też dobrych. Ilu znacie dobrych polityków? Ja jestem skłonny zaryzykować trafienie na złego króla. Gorzej już i tak nie będzie.

Po trzecie, historycznie rzecz biorąc, monarchia jest zwyczajnie bardziej skuteczna. Ile to spektakularnych sukcesów odniosła Polska jako republika? Jedna wygrana wojna z bolszewikami. Porażek jestem w stanie naliczyć nieco więcej. Można co prawda powiedzieć, że nie mieliśmy czasu by rozwinąć skrzydła, i pewnie będzie w tym trochę racji. Ale nawet patrząc globalnie, na republiki świata, widać tylko trzy, którym się powodziło: starożytną Grecję, starożytny Rzym i nie-starożytne USA. Przy czym należy zwrócić uwagę na fakt, iż pierwsze dwie były demokracjami bezpośrednimi, Rzym dużo lepiej sobie radził jako cesarstwo (tak samo zresztą jak później Francja), a Stany miały niebywale dogodne warunki geopolityczne (czytaj: cały kontynent dla siebie).

Teraz… Co może zrobić taki monarchista jak ja, by promować jakoś swój wymarzony ustrój wśród współ-poddanych… er… -obywateli? Założyć bloga? Zrobione. Wstąpić do partii lub innego ugrupowania politycznego? No niebardzo.

Wszystkie partie obecne w dzisiejszym sejmie odpadają z gruntu jako pro-republikańskie. Zostają takie ugrupowania jak Klub Zachowawczo-Monarchistyczny czy Unia Polskich Ugrupowań Monarchistycznych.

Z deklaracji ideowej KZM (punkt pierwszy): Widzimy zatem konieczność uznania religii katolickiej za panującą w Państwie Polskim (z pełną tolerancją innych wyznań). Nie, dzięki.

Ze strony internetowej UPUM: Całkowity koszt uzyskania w pełni wiarygodnego (na życzenie zainteresowanego, potwierdzonego notarialnie, za dodatkową opłatą), potwierdzenia szlachectwa jest umiarkowany. Żeby nikt nie mówił, że wyrywam z kontekstu: tak, potrzebne są stosowne dokumenty genealogiczne i nie, nie można sobie kupić herbu. Można, jeśli ma się herb, kupić sobie papier, na którym będzie napisane, że ma się herb. To jest ugrupowanie polityczne czy telezakupy?

Cóż więc pozostaje? Nic poza okrzykiem „Niech żyje król!”

I tylko czasem się zastanawiam, czy ten nasz orzeł to hipokryta, czy marzyciel, jak ja…