tor blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2005

    It is our choices, that show what we truly are, far more than our abilities. –JK Rowling, Harry Potter and the Chamber of Secrets

    Te wybory były dziwne i naprawdę trudno jest mi je jednoznacznie ocenić. Z jednej strony niezmiernie ucieszyła mnie wyraźna polaryzacja sceny politycznej (nie oszukujmy się, jedynymi poważnymi graczami w tej kampanii były PO i PiS). Z drugiej strony jednak niemal co piąty Polak zagłosował na populistów z Samoobrony lub na niebezpiecznych fanatyków z LPRu. Wychodzi nam trochę taki system dwupartyjny dla ubogich.

    Nie mam natomiast najmniejszych problemów z oceną wstępnych wyników. Ze zwycięstwa PiSu jestem niezadowolony. Nie trawię państwa opiekuńczego i rozdętej do granic absurdu polityki socjalnej. Nie obchodzą mnie rolnicy, górnicy i bezrobotni. Jeśli ktoś nie potrafi sobie znaleźć pracy to ma po prostu problem. Może to bez serca, ale prawda jest taka, że każdy człowiek podejmuje w życiu ryzyko. Nikt nikogo nie zmuszał do bycia górnikiem, a skoro już ten czy ów się na to zdecydował, to powinien ponieść konsekwencje tej decyzji zamiast dostawać pieniądze od państwa. Słowem: Life is brutal. PiS, na szczęście dla tych biednych ludzi, zajmie się zasadzkami. Na nieszczęście dla mnie, zrobi to, między innymi, za moje pieniądze.

    No, ale taki wynik ma też swoje dobre strony – z całą pewnością będę miał o czym pisać…

    To boldly go where no man has gone before.Star Trek

    Ech, sporo się dzieje w tym tygodniu.

    Dziś w nocy polska Wikipedia przekroczyła liczbę 100 000 haseł.

    Trzeba jednak zaznaczyć, że lwia część z ostatnich parunastu tysięcy to artykuły o włoskich gminach i inne tego typu geograficzne informacje produkowane taśmowo przez Tomka „tsca” Sienickiego oraz Pawła „Ausira” Dembowskiego przy pomocy sprytnego bota i obszernej bazy danych.

    Mimo pewnych głosów krytyki uważam, że tworzenie takich artykułów jest wskazane. W końcu populacja, położenie i rok założenia to też są informacje. Niektórzy wysuwają argument, iż to bez sensu, ponieważ te artykuły mają ledwie po kilka zdań. Och, a w tradycyjnych encyklopediach to ile zdań mają hasła? I popatrzcie tylko, ludzie dalej z nich korzystają. Ciekawe dlaczego.

    Spory na bok. W takich momentach jak ten mam bardzo budującą świadomość uczestniczenia w tworzeniu historii. Tak po prostu, siedząc sobie w domu przed komputerem, dokładam swoją cegiełkę do dzieła, którego przyszłej roli nie jestem w stanie sobie nawet do końca wyobrazić…

    Mit der Dummheit kämpfen Götter selbest vergebensFriedrich Schiller

    No i Cimoszewicz zrezygnował. Komentował samego faktu nie będę, odniosę się tylko krótko do wypowiedzi niektórych polityków. Ale najpierw cytat z oświadczenia Włodzimierza Cimoszewicza:

    (…) przez szacunek dla osób udzielających mi swojego poparcia, osób gotowych na mnie głosować, nie będę udzielał im żadnych instrukcji co do tego, kogo powinny poprzeć w wyborach prezydenckich (…)

    Kiedy wczoraj słuchałem komentarzy do decyzji Cimoszewicza, odniosłem dziwne wrażenie, że wszystkich najbardziej zabolał fakt, iż nie powiedział on swoim wyborcom na kogo mają głosować.

    Parafrazując pewną wypowiedź Tomasza Lisa możnaby całą sytuację podsumować następująco: No bo skąd ci biedni ludzie mają kurwa wiedzieć na kogo głosować?

    W końcu wyborca to podczłowiek jest. Nie myśli tylko stawia krzyżyk i nie żyje tylko płaci podatki.

    Wreszcie się zmobilizowałem i wprowadziłem podział na kategorie. Jest to co prawda ohydny hack (zwykłe notki z datą wsteczną), ale jak się nie ma co się lubi

    Ponadto, postanowiłem przy cytatach na wstępie każdego artykułu umieszczać link do odpowiedniej strony na Wikicytatach, ot tak, dla zainteresowanych. Linki takie pojawią się we wszystkich wcześniejszych artykułach już niebawem.

    Never underestimate the power of the Force.

    Swego czasu obejrzałem w telewizji sporo przedstawień Davida Setha Kotkina vel Davida Copperfielda, ze zniknięciem Statuy Wolności włącznie. Robi wrażenie, prawda? Ale i ten wyczyn blednie w porównaniu z innymi zniknięciami.

    Nowy numer GG, hasło na bloga albo nowy blog, nowy numer telefonu i e-mail. I puf! Nie ma człowieka. Ostatnio jakoś dużo tego typu magicznych wyczynów obserwuję. Powód? Przeważnie były bądź niedoszły chłopak, który nie chce się pogodzić z tym, że jest były bądź niedoszły lub po prostu mu się nudzi. Nie słyszałem jeszcze, żeby powodem była dziewczyna… Panie chyba nieco mniej natarczywe są.

    W każdym razie… Nie rozumiem jednego. Czemu nie skorzystać z dostępnych instrumentów prawnych? Skoro już się chce poświęcić czas i pieniądze na zniknięcie, to dlaczego nie przejść się do pana dzielnicowego? Dlaczego zamiast zmieniać numer GG nie skorzystać funkcji blokuj tudzież ignoruj? Być może nie potrafię się wczuć w sytuację, ale logicznie rzecz biorąc, jeśli ktoś nie daje żyć, to należy mu odpłacić pięknym za nadobne. Jeśli ktoś wymierzy ci policzek, wybij mu zęby.

    Ten powyższy przykład można nieco rozciągnąć, by objął szerszy problem. Jakoś tak się nam przez ten komunizm i inne zawirowania dziejowe wykształciła kultura i negatywny stosunek do sądownictwa, że słowo pozew większości ledwo przez gardło przechodzi. W Stanach standardową odpowiedzią na wszelkie skargi jest bardzo często „Pozwij mnie” (nota bene hasło tegorocznego Polconu). A u nas? Raczej „Możesz mi naskoczyć” lub inna tego typu sympatyczna odzywka. Nikomu nawet nie przejdzie przez głowę, ani potencjalnemu pozwanemu ani pozywającemu, że sprawa mogłaby się skończyć w sądzie. Mimo iż pozywający z całą pewnością sprawę by wygrał.

    Z drugiej strony mamy ludzi na każdym kroku grożących pozwami każdemu za cokolwiek. Choćby pan Arnold Buzdygan, który ostatnio zagroził kilku autorom hasła o nim procesami. Tylko, że i z tych pozwów nic nie wychodzi (jeśli niedoszły pozywający ma choć trochę oleju w głowie) i wszystko się kończy na groźbach właśnie. Czasem się zastanawiam jakież to sprawy tak zapychają te nasze biedne polskie sądy…

    Trochę to smutne, to nasze tchórzostwo. Choć z drugiej strony sam do końca nie wiem jak bym się w podobnej sytuacji zachował. Przy odrobinie szczęścia nigdy się nie dowiem.

    Ich bin ein Berliner

    Kampania wyborcza trwa w najlepsze. A właściwie należałoby powiedzieć: kampanie wyborcze, prezydencka i parlamentarna. Wszyscy wychwalają siebie, a innych obrzucają błotem możliwie dyskretnie, żeby się tylko przez przypadek samemu nie pobrudzić. A ja się temu wszystkiemu przyglądam tak trochę z boku i chciałbym się paroma spostrzeżeniami na ten temat z Wami podzielić.

    Jakiś czas temu dostałem list od pana posła Donalda Tuska. Wielce ciekawych rzeczy można się z owego listu wywiedzieć. Na przykład, że pan Tusk wychowywał się w „zwyczajnej rodzinie”. Tyle, że bez ojca, bo zmarło mu się. Ciekawe, jaką rodzinę podałby autor jako przykład niezwyczajnej. Pewnie rodzinę Addamsów (niedługo powtórka w telewizji, tak przy okazji). Dalej czytam, że PO odebrała posłom „trzynastki” i wprowadziło ustawę redukującą liczbę radnych o ponad 16 tysięcy. Zabawne, nie wiedziałem, że PO ma większość w parlamencie i sama podejmuje takie decyzje… No, ale nic to, to niedopatrzenie (brak większości) z pewnością uda się skorygować podczas tegorocznych wyborów.

    Jeszcze ciekawsze są hasła wyborcze. Dzisiaj na przystanku autobusowym rzucił mi się w oczy plakat z uśmiechniętym Lechem Kaczyńskim (a może to był ten drugi?) i hasłem „Silny prezydent, uczciwa Polska”. Szczerze mówiąc wolałbym uczciwego prezydenta i silną Polskę, no, ale… De gustibus. Polecam zaznajomienie się z innymi – też są bardzo pocieszne (patrz zestawienie w Wikipedii).

    Religa zrezygnował. Fajnie. Zostaje nam tylko 15 (słownie: piętnastu) kandydatów. Prawie jak w USA. Chciałbym zobaczyć zestawienie z sumą pieniędzy wydanych przez wszystkich na kampanie i przeliczeniem tego na… pączki. Tak! Darmowe pączki dla każdego Polaka i każdej Polki w tłusty czwartek wydają mi się całkiem niezłym pomysłem na nową świecką tradycję. Tylko ten cholesterol…


    • RSS