Ich bin ein Berliner

Kampania wyborcza trwa w najlepsze. A właściwie należałoby powiedzieć: kampanie wyborcze, prezydencka i parlamentarna. Wszyscy wychwalają siebie, a innych obrzucają błotem możliwie dyskretnie, żeby się tylko przez przypadek samemu nie pobrudzić. A ja się temu wszystkiemu przyglądam tak trochę z boku i chciałbym się paroma spostrzeżeniami na ten temat z Wami podzielić.

Jakiś czas temu dostałem list od pana posła Donalda Tuska. Wielce ciekawych rzeczy można się z owego listu wywiedzieć. Na przykład, że pan Tusk wychowywał się w „zwyczajnej rodzinie”. Tyle, że bez ojca, bo zmarło mu się. Ciekawe, jaką rodzinę podałby autor jako przykład niezwyczajnej. Pewnie rodzinę Addamsów (niedługo powtórka w telewizji, tak przy okazji). Dalej czytam, że PO odebrała posłom „trzynastki” i wprowadziło ustawę redukującą liczbę radnych o ponad 16 tysięcy. Zabawne, nie wiedziałem, że PO ma większość w parlamencie i sama podejmuje takie decyzje… No, ale nic to, to niedopatrzenie (brak większości) z pewnością uda się skorygować podczas tegorocznych wyborów.

Jeszcze ciekawsze są hasła wyborcze. Dzisiaj na przystanku autobusowym rzucił mi się w oczy plakat z uśmiechniętym Lechem Kaczyńskim (a może to był ten drugi?) i hasłem „Silny prezydent, uczciwa Polska”. Szczerze mówiąc wolałbym uczciwego prezydenta i silną Polskę, no, ale… De gustibus. Polecam zaznajomienie się z innymi – też są bardzo pocieszne (patrz zestawienie w Wikipedii).

Religa zrezygnował. Fajnie. Zostaje nam tylko 15 (słownie: piętnastu) kandydatów. Prawie jak w USA. Chciałbym zobaczyć zestawienie z sumą pieniędzy wydanych przez wszystkich na kampanie i przeliczeniem tego na… pączki. Tak! Darmowe pączki dla każdego Polaka i każdej Polki w tłusty czwartek wydają mi się całkiem niezłym pomysłem na nową świecką tradycję. Tylko ten cholesterol…