It is our choices, that show what we truly are, far more than our abilities. –JK Rowling, Harry Potter and the Chamber of Secrets

Te wybory były dziwne i naprawdę trudno jest mi je jednoznacznie ocenić. Z jednej strony niezmiernie ucieszyła mnie wyraźna polaryzacja sceny politycznej (nie oszukujmy się, jedynymi poważnymi graczami w tej kampanii były PO i PiS). Z drugiej strony jednak niemal co piąty Polak zagłosował na populistów z Samoobrony lub na niebezpiecznych fanatyków z LPRu. Wychodzi nam trochę taki system dwupartyjny dla ubogich.

Nie mam natomiast najmniejszych problemów z oceną wstępnych wyników. Ze zwycięstwa PiSu jestem niezadowolony. Nie trawię państwa opiekuńczego i rozdętej do granic absurdu polityki socjalnej. Nie obchodzą mnie rolnicy, górnicy i bezrobotni. Jeśli ktoś nie potrafi sobie znaleźć pracy to ma po prostu problem. Może to bez serca, ale prawda jest taka, że każdy człowiek podejmuje w życiu ryzyko. Nikt nikogo nie zmuszał do bycia górnikiem, a skoro już ten czy ów się na to zdecydował, to powinien ponieść konsekwencje tej decyzji zamiast dostawać pieniądze od państwa. Słowem: Life is brutal. PiS, na szczęście dla tych biednych ludzi, zajmie się zasadzkami. Na nieszczęście dla mnie, zrobi to, między innymi, za moje pieniądze.

No, ale taki wynik ma też swoje dobre strony – z całą pewnością będę miał o czym pisać…