tor blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 10.2005

    Demokracja to taki ustrój, który gwarantuje nam, że nie będziemy rządzeni lepiej niż na to zasługujemy.Jacek Kuroń

    No to mamy prezydenta (niby to tylko sondaże, ale przy takiej różnicy nie ma możliwości, aby się myliły). Ponieważ zwykle zrzędzę o tym, co mi się w polityce nie podoba tym razem postaram się wskazać pozytywy. Na swój własny, zrzędliwy sposób, rzecz jasna.

    Włączywszy GG w jakieś dwie godziny po ogłoszeniu wyników ujrzałem szereg apeli o założenie czarnych wstążek, ciemnych ubrań i innych akcesoriów pokutniczych dnia następnego. Ludzie! Żałoba? No tu to się zdecydowanie komuś coś pomyliło. Zatem protest może? Ale, przeciwko czemu, na wszystkich bogów? Żyjemy w demokratycznym kraju, a to, między innymi, oznacza, że decyduje większość (tych, którzy chcą decydować). Tak wyszło i trudno. Jeśli się komuś zaistniała sytuacja nie podoba, to powinien być raczej za zmianą systemu na autorytarny, niż protestować przeciwko temu konkretnemu wyborowi. Takie protestowanie jest bezcelowe – za 5 lat możecie się, moi drodzy, znowu znaleźć w mniejszości.

    Za wielki sukces polskiej demokracji uważam frekwencję. A raczej jej tendencję wzrostową: w wyborach parlamentarnych było 40,19%, w pierwszej turze prezydenckich 49,74%, a w drugiej – około 51%. To znaczy, że Polacy potrafią się zmobilizować i zadecydować. To, na kogo głosują, jest sprawą drugorzędną. Jeśli ktoś jest przekonany, że to Tusk powinien wygrać, nie powinien się wściekać na tych, którzy zagłosowali na Kaczyńskiego, tylko na tych, którzy nie poszli zagłosować.

    Co dalej się będzie działo z tym bajzlem? Powstanie koalicja rządowa. Niestety przez te kilka tygodni zdążyło narosnąć wokół tego nieistniejącego jeszcze rządu sporo mitów i zabobonów. Datrio pisze, że PO i PiS w niczym się nie zgadzają. Bzdura, która wyewoluowała na gruncie ostrej kampanii wyborczej i była potem bezmyślnie powtarzana przez media. Obie partie chcą obniżyć podatki, obie są raczej konserwatywne jeśli chodzi o małżeństwa homoseksualne (choć PO nieco mniej), a co najważniejsze – obie chcą rządzić. Różnice oczywiście są, ale ta ostatnia wspólna cecha z pewnością pozwoli je przezwyciężyć.

    Z innej beczki: Umrę ze śmiechu, jeśli zamiast Marcinkowskiego premierem zostanie jednak Kaczyński. To by był majstersztyk strategii i planowania politycznego.

    What is the air-speed velocity of an nladen swallow?Monty Python and the Holy Grail

    W ramach dostrzegania powiązań absurdalnie alogicznych i konstruowania równie alogicznych alegorii w tej pokrętnej rzeczywistości…

    Nie mogę się ostatnio oprzeć wrażeniu, że występuję w jakimś filmie Hitchcocka. Właściwie to w bardzo konkretnym jego filmie – „Ptaki„. Mówię wam, one są wszędzie. Nie dość, że trzy kaczki biją się o najwyższe urzędy w państwie, to jeszcze teraz ta ptasia grypa. A jeśli te nasze kaczki zachorują? Bezkrólewie i tragedia murowana.

    Z ptasiej grypy się robi w mediach istną ebolę, chociaż trzeba być naprawdę zdolnym, żeby się zarazić (dla niezorientowanych: bezpośredni kontakt z zarażonym ptactwem w stanie surowym). Jedni rolnicy, najbardziej przecież narażeni, zachowują spokój ducha i nie panikują. Mimo ministerialnych zarządzeń ptaków nie zamykają. Bo po co?

    Z drugiej strony, ciekawe co będzie, kiedy H5N1 w końcu zmutuje (dla niezorientowanych: kwestia czasu, na prawdę) w H5N2 albo nawet w H6N66 i zacznie się przenosić ze spokojnych rolników na spanikowaną resztę społeczeństwa. Nic tylko łapać za kamerę. Oskar murowany. Może nawet zrobią specjalną kategorię dla horrorów dokumentalnych. Polska miałaby murowane statuetki przez najbliższą dekadę…

    Chyba sobie kupię kanarka.

    Każdy język ma swój specyficzny rodzaj milczenia.Elias Canetti

    Przejście z IFA do IJ, nowi wykładowcy i nowi ludzie skłaniają do nieco innego spojrzenia na rzeczywistość, a w szczególności na jej wycinek językowy. Jeśli dołoży się do tego wyjście na piwo ze znajomymi, to jest spora szansa, że coś mądrego się z tego wykluje. Tym razem padło na łacinę.

    W telewizji jest ostatnio wyświetlana dość ciekawa reklama Commercial Union, w której pokazane są drewniane domy, a lektor pyta „Co by było gdyby nie Kazimierz Wielki?”, następnie widać ulicę, po której poruszają się karoserie samochodów niesione przez czterech ludzi każda na wzór lektyk i pada pytanie „Co by było gdyby nie wynaleziono koła?” (cytaty z pamięci). Jest to wręcz genialne zobrazowanie koncepcji punktu rozbieżności (ang. point of divergance), stosowanej w wielu tworach z gatunku historii alternatywnej, czyli jednego wydarzenia w historii, które potoczyło się inaczej niż w naszym świecie i dało określone skutki.

    I tak się zacząłem zastanawiać… Jakie pytanie typu „Co by było gdyby…?” musiałbym zadać, żeby otrzymać świat, w którym dalej stosowana jest łacina? Najbardziej oczywistym byłoby rzecz jasna założenie, że Imperium Rzymskie nie upadło. Ale łacina, z pomocą kościoła, miała się wszak całkiem nieźle jeszcze przez następne 1500 lat. Błędem był jedynie brak powszechnego nauczania, co doprowadziło do tego, że łacina stała się sekretym językiem ludzi wiedzących. Reformacyjne ruchy kładące nacisk na stosowanie w obrzędach religijnych języków narodowych były tylko skutkiem tego błedu. Efekt domina. Ciekawie musiałby wyglądać świat, w którym tego błędu nie popełniono. Jeden kościół. Może nawet jedno państwo w Europie…

    A język uniwersalny zawsze był potrzebny. Co więcej, zawsze jakiś istniał. Kiedyś francuski, dla naszej części Europy przez długi czas rosyjski, teraz angielski… Zastanawiam się tylko ile czasu można by było zaoszczędzić, gdyby konsekwentnie trzymać się łaciny? Czasu w sensie okresów przejściowych, konieczności reedukacji i najogólniej pojętego bałaganu językowego.

    Łacina jednak nie umarła tak do końca. Jest wszak uniwersalnym językiem medycyny i biologii. Łacińska Wikipedia ma się całkiem nieźle, co oznacza, że sporo osób się tym językiem posługuje. Do niedawna jednak byłem święcie przekonany, że po łacinie nie da się już dzisiaj normalnie konwersować. Pewna pani magister opowiadała kiedyś jak to w ramach eksperymentu dwóch profesorów filologii klasycznej rozmawiało ze sobą w tym języku. Eksperyment zakończył się fiaskiem. A tu nagle się okazuje, że nie tylko się da konwersować z powodzeniem od czasu do czasu, ale też da się używać łaciny jako jedynego języka w domu. Tak przynajmniej twierdzi pan Bradius Maurus III, uczący u nas w instytucie angielskiego. Nie jest profesorem, ani nawet doktorem. Podejście jest wszystkim.

    Czy jeżeli ludożerca je nożem i widelcem – to postęp?Stanisław Jerzy Lec

    Dzisiaj blog to o wiele więcej niż tylko strona internetowa oparta na prostym mniej lub bardziej złożonym silniku umożliwiającym proste dodawanie kolejnych wpisów i komentarzy do nich. Obecnie do tej podstawy dochodzi coraz więcej technologii wspomagających. Część wynaleziono specjalnie z myślą o blogach, inne mają zastosowania bardziej ogólne. Żeby nie być gołosłownym: do pierwszej kategorii można zaliczyć choćby TrackBack, do drugiej – RSS. Co je łączy? To, że w polskiej blogosferze są, mówiąc delikatnie, mało rozpowszechnione.

    O ile TrackBack nie jest, z tego co mi wiadomo, obsługiwany przez żaden z polskich serwisów zajmujących się hostingiem blogów, o tyle RSS jest raczej powszechny (mają go blog.pl, jogger i eBlog). Tym bardziej dziwna wydaje mi się jego nieznajomość wśród ogromnych rzesz polskich bloggerów i internautów w ogóle.

    Czym więc jest i jak działa ta tajemnicza technologia? RSS, najprościej rzecz ujmując, umożliwia internaucie sprawdzenie czy coś (a jeśli tak, to co) zmieniło się na danej stronie internetowej bez potrzeby jej odwiedzania. Większość nowoczesnych przeglądarek ma wbudowaną obsługę RSS, istnieje też wiele niezależnych . Jest to technologia prosta w użyciu, choć sam sposób użycia różni się w zależności od używanego oprogramowania, więc nie będę zagłębiał się w szczegóły. Jeśli nie wiecie jak korzystać RSS, system pomocy przeglądarki oraz Google powinny pomóc.

    Zostawiam was z tą „nowinką”. Będziecie teraz mogli śledzić pojawianie się nowych mamutów bez potrzeby wychodzenia z własnej przytulnej jaskini. Prawda, że fajne? A w następnym odcinku zajmiemy się wynalezieniem koła. Ugh!


    • RSS