Każdy język ma swój specyficzny rodzaj milczenia.Elias Canetti

Przejście z IFA do IJ, nowi wykładowcy i nowi ludzie skłaniają do nieco innego spojrzenia na rzeczywistość, a w szczególności na jej wycinek językowy. Jeśli dołoży się do tego wyjście na piwo ze znajomymi, to jest spora szansa, że coś mądrego się z tego wykluje. Tym razem padło na łacinę.

W telewizji jest ostatnio wyświetlana dość ciekawa reklama Commercial Union, w której pokazane są drewniane domy, a lektor pyta „Co by było gdyby nie Kazimierz Wielki?”, następnie widać ulicę, po której poruszają się karoserie samochodów niesione przez czterech ludzi każda na wzór lektyk i pada pytanie „Co by było gdyby nie wynaleziono koła?” (cytaty z pamięci). Jest to wręcz genialne zobrazowanie koncepcji punktu rozbieżności (ang. point of divergance), stosowanej w wielu tworach z gatunku historii alternatywnej, czyli jednego wydarzenia w historii, które potoczyło się inaczej niż w naszym świecie i dało określone skutki.

I tak się zacząłem zastanawiać… Jakie pytanie typu „Co by było gdyby…?” musiałbym zadać, żeby otrzymać świat, w którym dalej stosowana jest łacina? Najbardziej oczywistym byłoby rzecz jasna założenie, że Imperium Rzymskie nie upadło. Ale łacina, z pomocą kościoła, miała się wszak całkiem nieźle jeszcze przez następne 1500 lat. Błędem był jedynie brak powszechnego nauczania, co doprowadziło do tego, że łacina stała się sekretym językiem ludzi wiedzących. Reformacyjne ruchy kładące nacisk na stosowanie w obrzędach religijnych języków narodowych były tylko skutkiem tego błedu. Efekt domina. Ciekawie musiałby wyglądać świat, w którym tego błędu nie popełniono. Jeden kościół. Może nawet jedno państwo w Europie…

A język uniwersalny zawsze był potrzebny. Co więcej, zawsze jakiś istniał. Kiedyś francuski, dla naszej części Europy przez długi czas rosyjski, teraz angielski… Zastanawiam się tylko ile czasu można by było zaoszczędzić, gdyby konsekwentnie trzymać się łaciny? Czasu w sensie okresów przejściowych, konieczności reedukacji i najogólniej pojętego bałaganu językowego.

Łacina jednak nie umarła tak do końca. Jest wszak uniwersalnym językiem medycyny i biologii. Łacińska Wikipedia ma się całkiem nieźle, co oznacza, że sporo osób się tym językiem posługuje. Do niedawna jednak byłem święcie przekonany, że po łacinie nie da się już dzisiaj normalnie konwersować. Pewna pani magister opowiadała kiedyś jak to w ramach eksperymentu dwóch profesorów filologii klasycznej rozmawiało ze sobą w tym języku. Eksperyment zakończył się fiaskiem. A tu nagle się okazuje, że nie tylko się da konwersować z powodzeniem od czasu do czasu, ale też da się używać łaciny jako jedynego języka w domu. Tak przynajmniej twierdzi pan Bradius Maurus III, uczący u nas w instytucie angielskiego. Nie jest profesorem, ani nawet doktorem. Podejście jest wszystkim.