tor blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 1.2006

    The object of war is not to die for your country, but to make the other bastard die for his.George S. Patton (przypisywane)

    Siły zbrojne Stanów Zjednoczonych są najdroższą armią świata (pochłaniają 370,7 miliarda dolarów rocznie wg danych z 2003 roku). Są 2 w kolejności największą armią świata (blisko 1,5 miliona żołnierzy). Są też prawdopodobnie armią najnowocześniejszą i najpotężniejszą.

    A co łączy przeciętnego żołnierza 3. pułku kawalerii zmechanizowanej z Bondem, Jamesem Bondem? Licencja na zabijanie. Ale uwaga! Licencja ta ma charakter ograniczony i dotyczy wyłącznie wysokich rangą oficerów wrogich wojsk, którzy dobrowolnie oddali się do niewoli. Nie obejmuje zaś torturowania (w szczególności torturowania więźniów w więzieniu Abu Graib).

    Przy całym moi szacunku dla tradycji i osiągnięć armii amerykańskiej oraz sentymentu do serialu „JAG” (no co?), po usłyszeniu wiadomości o werdykcie w sprawie zabójstwa… o, przepraszam, miałem na myśli nieumyślne spowodowanie śmierci przez uduszenie w wyniku zarzucenia ofierze śpiwora na głowę, siadania na jej klatce piersiowej oraz zasłaniania jej ust rękoma, nie mogłem nie westchnąć.

    Dobrze, że biedny generał nie popełnił samobójstwa, strzelając sobie trzy razy w tył głowy.

    Jak niektórzy z was mogli już zauważyć, Tor Blog się ostatnio skomercjalizował. Dodanie reklam Google to z mojej strony swego rodzaju eksperyment przed większym przedsięwzięciem z dziedziny robienia kokosów w Sieci. Może kiedyś stąd znikną, może nie. Zastanowię się.

    Ponadto, dzięki nieocenionej pomocy CorfiXa, dodałem nową funkcjonalność (trudne słowo) w postaci rozwijanego menu. A niebawem zjawi się jeszcze pod notkami magiczny przycisk „więcej”.

    Oczywiście gdyby to wszystko przebiegło bezproblemowo to Murphy by się w grobie przewrócił (a może on jeszcze żyje?). oak.pl padł (pewnie zamarzł) przez co niewiele rzeczy poza rozwijanym menu aktualnie na tym blogu działa… Ale to przejściowe (mam nadzieję).

    Hard work never killed anyone, but why take a chance?Ronald Reagan (przypisywane)

    Nie, wbrew pozorom nie będzie dzisiaj nowych rewelacji w sprawie Lwa Rywina. Dzisiaj będzie o fotelu. A konkretnie o fotelu marszałkowskim.

    Bezpośrednią przyczyną całego tego dwudniowego bajzlu (11-12 stycznia 2006) był właśnie ów fotel. Mnie się osobiście w głowie nie mieści w jaki sposób wicemarszałek może nie oddać prowadzenia obrad marszałkowi na jego wyraźne polecenie. W dowolnym innym kontekście działanie takie (sprzeciw wobec bezpośredniego przełożonego) spotkałoby się z natychmiastowymi konsekwencjami. W zakładzie pracy – zwolnienie dyscyplinarne. W wojsku – sąd wojskowy, degradacja, zwolnienie ze służby… A tu co mamy? Niemal 300 osób staje za wicemarszałkiem murem i jest pat.

    Tak jak ogólnie nie toleruję PiSu, tak w tej konkretnej sytuacji, niezależnie od tego czy była elementem jakiejś szerszej gry politycznej czy tylko wybrykiem Kotlinowskiego, Marek Jurek miał rację.

    Mało tego, jego reakcja mogła spokojnie być dużo bardziej stanowcza. Starczyło poprosić na salę straż marszałkowską i powiedzieć, jak to zgrabnie ujął mój ojciec, „proszę mi zabrać to gówno z fotela”.

    Słowo na koniec: Ja bardzo lubię panią profesor Gilowską. Serio. Wpadła na miejsce Czarownicy, bo do głowy przyszły mi tylko ona i poseł Senyszyn, a ta druga jest zdecydowanie mniej znana.

    Na ślepym torze historii często panuje największy ruch.Arnold Joseph Toynbee

    W ciągu tych kilku lat mojej internetowej aktywności zaangażowałem się w sporo różnych projektów i tworzyłem bądź współtworzyłem przeróżne serwisy internetowe. Od takich malutkich jak Caern-pl do gigantów w rodzaju Wikipedii. Niektóre się rozpadały, na inne brakło mi czasu, ale przez cały ten czas tylko z dwóch odszedłem trzaskając drzwiami. Dzisiaj będzie właśnie o tych dwóch przypadkach.

    Dawno, dawno temu był sobie serwis o grach fabularnych. Nazywał się Militarna Sieć Valkiria. Był militarny, zielony i ogólnie rzecz biorąc fajny. V-zajebisty, jak to się w tych dawnych czasach zwykło mawiać. Za działalność w serwisie (publikowanie swoich artykułów, dodawanie newsów, linków itd.) użytkownicy awansowali na kolejne stopnie, od szeregowca do admirała.

    Niestety, po jakimś czasie okazało się, że cały ten układ nie jest wcale taki fajny. U bardzo ograniczonej grupy ludzi z odpowiednim poziomem dostępu do wprowadzania poważniejszych zmian nie można się było doprosić o najprostsze nawet korekty. Od dawna obiecywane nowe, budowane ponoć od podstaw, forum okazało się być postawione na pospolitym i wszechobecnym phpBB (którego konfiguracja nawet mojemu psu nie zajęłaby więcej niż tydzień). Natomiast nowy, również pisany od pierwszych bitów (a jak!) silnik serwisu zmaterializował się jako kupiony za parędziesiąt dolców zestaw skryptów produkcji niemieckiej. Nie obeszło się też bez publicznego obrażania, degradowania i generalnie mieszania z błotem „nieprawomyślnych” (czytaj: tych, którzy ośmielali się twierdzić, że wcale nie jest tak V-zajebiście jak by się mogło wydawać).

    To już w zasadzie stare dzieje, które wspominam teraz przy piwie na różnych konwentach, uśmiechając się nieznacznie. Ale jakiś czas temu trzasnąłem drzwiami odchodząc z innego serwisu i przypomniała się Valkiria. Odczekałem trochę i teraz serwuję Wam całość na chłodno (przyprawioną do smaku pewną dawką ironii).

    Dawno, dawno temu był sobie serwis. Nazywał się Wielka Rzeczpospolita. Był militarny, z jajem i ogólnie rzecz biorąc fajny. Za działalność w serwisie (publikowanie artykułów, pisanie głupot na forum oraz „bo tak”) użytkownicy awansowali na kolejne stopnie, od podoficera do hetmana wielkiego koronnego.

    Niestety, po jakimś czasie okazało się, że cały ten układ nie jest wcale taki fajny. Szanowna Redakcja, jak przyjęło się tytułować właścicieli serwisu, była wręcz betonowo odporna na większość propozycji zmian i pomysłów. Ale to się jeszcze dało wytrzymać. I wytrzymywałem przez bardzo długi czas. Nie wytrzymałem natomiast wprowadzenia opłat za posiadanie konta w serwisie.

    Sposób wprowadzenia owych opłat jest wręcz podręcznikowym przykładem jak nie należy zarządzać społecznością internetową.

    Postawiono użytkowników przed faktem dokonanym. Nie było absolutnie żadnych konsultacji ze strony redakcji na ten temat. I nie chodzi mi tu o konieczność przeprowadzenia głosowania w jakikolwiek sposób wiążącego dla redakcji. W końcu to oni są właścicielami serwisu i zrobią z nim co chcą. Czasem jednak wypada zapytać o zdanie. Zapytać o zdanie ludzi, którzy od lat piszą artykuły, zapełniają serwis treścią i de facto są tym serwisem.

    To jednak jeszcze nie wszystko. Uruchomienie tej nowej „funkcjonalności” objawiło się użytkownikom w postaci złowrogiego krwiście czerwonego napisu „ważność konta: N dni”. Wyjaśnienie znaczenia tego tajemniczego omenu (czytaj: doproszenie się o wyjaśnienie od redakcji) zajęło biednym użytkownikom serwisu prawie tydzień. Przepływ infoczego? Radykalna przezroco? Bzdury jakieś.

    A dlaczego Szanowna Redakcja zdecydowała się na wprowadzenie opłat? Ano żeby zapłacić za serwer. Reklamy? Be, bo mało klimatyczne. Dobrowolne darowizny? A kto by tam coś dawał dobrowolnie w tym kraju…

    Ekhm…

    Raz: Jeśli ktokolwiek myśli, że ktoś, kto nie zapłaciłby dobrowolnie kilku złotych będzie płacił z przymusu za dostęp do niewielkiego serwisu humorystycznego i forum na którym niemal wyłącznie się spamuje, to jest w błędzie. Bardzo nawet. Albo się w zbudowaną przez siebie mini-społeczność wierzy albo nie.

    Dwa: Stowarzyszenie Wikimedia Polska, bilans na dzień 8.12.05: 1 867,52 PLN. Nie, nie porównuję tych dwóch serwisów. Wikipedia ma zasięg kilkaset razy większy (bardzo lekko licząc). Ale ta kwota została zebrana w przeciągu około 2 tygodni. A na opłacenie serwera starczy ułamek tej kwoty. A więc da się.

    Czasem nie mogę się oprzeć wrażeniu, że taki właściciel serwisu internetowego siedzi sobie w fotelu i myśli: „Co by tu jeszcze sp…?”


    • RSS