tor blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 2.2006

    Jezusmaria. Ludzie! „Kod Leonarda da Vinci” to plagiat!

    Kiedy wczoraj usłyszałem to w wiadomościach, mało nie spadłem z fotela ze śmiechu. Sensację sobie znaleźli. Setki ludzi wspominały o tym od momentu wyjścia na rynek książki Browna, uśmiechając się przy tym pobłażliwie i z rezygnacją kiwając głowami. Bo przecież nikt nie słuchał.

    Ale teraz sprawa jest w sądzie i jest o czym robić reportaże. Źli, zgorzkniali, rządni pieniędzy i sławy pisarze pozywają biednego Dana Browna. Mniej więcej w tym tonie całą sprawę opisano na blogu kontrrewolucja.pl (krótkie, przeczytać, będą nawiązania). I o ile samo szersze zainteresowanie mediów sprawą rzekomego plagiatu (domniemanie niewinności) dopiero w 3 lata po publikacji książki polepszyło mi humor, o tyle komentarz do całej sprawy, jaki znalazłem w przytoczonym wyżej artykule humor mi bardzo skutecznie popsuł.

    Od kilku lat wzdycham i jęczę, że znakomita (w sensie ilościowym wyłącznie) część społeczeństwa polskiego nie ma zielonego pojęcia czym są i jak działają prawa autorskie. Odnoszę wrażenie, iż autor artykułu jest, niestety, członkiem tej znakomitej części.

    To teraz będzie krótki wykład. Na początek proste pytanie: Co jest objęte ochroną prawa autorskiego? Wszystko? Nie.

    Czy jeśli napiszę na murze HWDP to będzie to dzieło chronione prawem autorskim (kwestie własności muru oraz problemy natury ortograficznej dla uproszczenia pomijamy)? Nie będzie. Aby dany wytwór ludzki mógł podlegać ochronie na zasadach prawa własności intelektualnej musi być oryginalny. Napisów HWDP są w tym kraju miliony. Oryginalności zero. Gdybym ten sam napis na tej samej ścianie wykonał za pomocą 14 różnych kolorów, używając przy tym nigdzie wcześniej nie spotkanych kształtów liter i dorysowując ptaszka w lewym górnym rogu, wtedy moje dzieło byłoby chronione.

    I jeszcze dwie ważne uwagi. Po pierwsze, prawa autorskie wygasają po 70 latach od śmierci autora. Po drugie, fakty nie podlegają ochronie praw autorskich.

    Na bazie tych trzech zastrzeżeń da się z łatwością rozbić twierdzenia przedstawione w kontrrewolocuja.pl. Książka o Cesarstwie Rzymskim i spadkobiercy Gibbona? Podpowiedź: prawa autorskie to pomysł młody. Motyw kobiety w opałach i detektywa z kryminałów noir? Autor sam pyta „kto pierwszy to wymyślił?” Było to stosowane tyle razy, że straciło swoją oryginalność. Posłużę się tutaj cytatem z Heinricha Heine‚a: Kto pierwszy nazwał kobietę różą, był poetą. Kto to powtórzył, był tylko komplemenciarzem. Gdyby ten, który pierwszy to wymyślił pozwał tego, który użył tego motywu jako drugi, prawdopodobnie sprawa wyglądałaby dzisiaj inaczej. Ale nie pozwał i dlatego teraz pomysł ten jest już we wspominanym przez autora worku idei. Informacje o masonerii, Luwrze, religiach… No właśnie – informacje. Fakty. Nie podlegają ochronie.

    Ze „Świętym Graalem…” i „Kodem…” było inaczej. Zawartość tej pierwszej książki to pewna teorią, mniej lub bardziej naukowa, ale z pewnością oryginalna. Nikt nikomu nie broni pisać książek o Graalu, o templariuszach, o Marii Magdalenie, o Merowingach i o Prieuré de Sion. Ale, na wszystkich bogów, jeśli się to wszystko łączy ze sobą w dokładnie taki sam ciąg przyczynowo-skutkowy, to trzeba się liczyć z tym, że autorowi pierwowzoru nie będzie się to podobało. Bo to jest jego praca i jego własny, oryginalny pomysł.

    Jestem gorącym zwolennikiem ruchu otwartej treści i wolnego oprogramowania. Ale całe piękno tego zjawiska polega na jego dobrowolności. A tutaj nagle odzywają się głosy, że prawa autorskie to wytwór szatana. Nie! Nic na siłę. I nie, to nie ma nic wspólnego z niedawną sprawą europejskich patentów na oprogramowanie. Serio.

    No i mamy polski odpowiednik Technocratiblogfrog. Z tego co mi wiadomo, jest to pierwszy polski serwis tego typu.

    No to co my tu mamy? Szata graficzna dość ascetyczna (dzieci, powiedzcie „Google”), ale wszystko jest dość intuicyjne. Można blogi wyszukiwać (wyszukiwarka działa w oparciu o znany z Technocrati czy Flickra system tagów), dodawać, uzupełniać ich opisy, oceniać i tworzyć listy ulubionych. Tor Bloga, rzecz jasna, dodałem niezwłocznie.

    Krótko mówiąc: Inicjatywa na szóstkę z plusem. Tylko czy nie zaleje jej z czasem powódź Elizek? Pozostaje trzymać kciuki.

    There is no sin except stupidity.Oscar Wilde

    Było o amerykańskich sądach wojskowych. Dzisiaj znowu o wojsku, tym razem Polskim. Widziałem wczoraj w TVN24 krótki reportaż, w którym to pokazywano żołnierzy z odmrożeniami i częściową martwicą stóp. Żołnierzy było pięciu. Latali po poligonie w parudziesięciostopniowym mrozie w starych butach (ponoć dziurawych) i sobie palce u nóg poodmrażali.

    Szanowna pani redaktor, której imienia na szczęście dla niej nie pamiętam, pozwoliła sobie na jakże oświecony komentarz postaci następującej (cytat z pamięci): „(…) organizowanie ćwiczeń w momencie, gdy lekarze zakazywali wychodzenia z domu to głupota.”

    Jak to dobrze, że nie mamy jeszcze telewizji interaktywnej. Gdyby dane mi było wejść w interakcję z tą panią, to raczej niewiele by z niej zostało (pal licho gentelmeństwo, honor i te inne).

    Bo komu ci lekarze zakazywali wychodzenia? Moherowym beretom byćmoże, ale zielonym, błękitnym czy jakimkolwiek innym? Ech… Wnioskuję z tego, że jeśli ktoś nas kiedyś zaatakuje zimą, to leżymy. Żołnierze będą siedzieć w koszarach, bo im zimno. A wtedy nawet nasze nowe F-16 nie pomogą.

    Wszyscy zginiemy.

    Język jest matką, a nie służebnicą myśli.Karl Kraus

    Czwarta Rzeczpospolita. Kraj piękny i bogaty. Państwo prawa. Ostoja demokracji. Bujda na resorach.

    I nie chodzi mi tu o piękno, bogactwo, prawo i demokrację (choć z tymi, przyznaję, też nie jest zbyt dobrze). Chodzi o samą nazwę, o ten liczebnik. O te siedem liter, które przekreślają dokonania ostatnich 15 lat.

    We Francji przyjęło się, że Republiki liczone są od jednej konstytucji do następnej. My liczymy Rzeczpospolite do utraty niepodległości i od jej odzyskania. Pierwsza była Rzeczpospolita Obojga Narodów. Potem rozbiory. Następnie była międzywojenna Druga Rzeczpospolita. Potem wojna i PRL. Teraz mamy Trzecią Rzeczpospolitą. A po niej co? Od razu Czwarta? Czy też może panowie Bracia planują nas oddać, choćby na chwilkę, w ręce jakiegoś obcego państwa, co by nas potem wyzwolić i triumfalnie ogłosić powstanie swojej upragnionej Czwartej RP? Nie? Hm…

    No dobrze, to może przechodzimy na modłę francuską? To w końcu stara polska tradycja. Ale tutaj też jest bariera nie do przeskoczenia – według tego modelu, żeby sobie zupgrade’ować państwo do następnej wersji (4.0beta) trzeba zmienić konstytucję. A to, stety-niestety, przy obecnym kształcie parlamentu będzie ciężkie.

    Z ostatnich obserwacji życia politycznego w tym kraju jasno wynika, że jak coś jest skrajnie alogiczne i totalnie bezsensu to na pewno musi być w tym jakiś cel. Nie inaczej jest i w tym przypadku.

    Jedną z funkcji języka jest tak zwana funkcja magiczna. Jeśli coś się wypowiada czy określa w odpowiedni sposób, to w naszej ograniczonej ludzkiej świadomości staje się to bliższe rzeczywistości. Wszelkie przekleństwa oparte są na tym toku myślenia. Mówiąc „idź do diabła” mamy nadzieję, że adresat właśnie tam się uda. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Jeśli dostatecznie długo będziemy powtarzać „Czwarta Rzeczpospolita”, to w końcu będziemy ją mieć.

    Ale to nie koniec jeszcze. George Orwell w „Roku 1984″ przedstawił mechanizm kontroli świadomości społeczeństwa poprzez kontrolę języka. „Bezdobrze” zamiast „źle” i tak dalej. Jak to działa w tym przypadku? Podręcznikowo. Termin „Czwarta Rzeczpospolita” nie tylko niesie ze sobą określony ładunek znaczeniowy (przybliżony na początku tego artykułu), ale także samym swoim istnieniem modyfikuje znaczenie terminu „Trzecia Rzeczpospolita”. Tok myślenia jest bardzo prosty: bo skoro mamy Czwartą, a Czwarta jest dobra, to Trzecia musiała być gorsza, bo inaczej nie wprowadzaliby Czwartej.

    Kiedy to pisałem obok stanął mój brat, 14-latek, przeczytał pierwsze kilka zdań i powiedział z przekonaniem: „Przecież już mamy Czwartą. Od wyborów.”

    I tak to działa. Kto chce pigułkę szczęścia?


    • RSS