Język jest matką, a nie służebnicą myśli.Karl Kraus

Czwarta Rzeczpospolita. Kraj piękny i bogaty. Państwo prawa. Ostoja demokracji. Bujda na resorach.

I nie chodzi mi tu o piękno, bogactwo, prawo i demokrację (choć z tymi, przyznaję, też nie jest zbyt dobrze). Chodzi o samą nazwę, o ten liczebnik. O te siedem liter, które przekreślają dokonania ostatnich 15 lat.

We Francji przyjęło się, że Republiki liczone są od jednej konstytucji do następnej. My liczymy Rzeczpospolite do utraty niepodległości i od jej odzyskania. Pierwsza była Rzeczpospolita Obojga Narodów. Potem rozbiory. Następnie była międzywojenna Druga Rzeczpospolita. Potem wojna i PRL. Teraz mamy Trzecią Rzeczpospolitą. A po niej co? Od razu Czwarta? Czy też może panowie Bracia planują nas oddać, choćby na chwilkę, w ręce jakiegoś obcego państwa, co by nas potem wyzwolić i triumfalnie ogłosić powstanie swojej upragnionej Czwartej RP? Nie? Hm…

No dobrze, to może przechodzimy na modłę francuską? To w końcu stara polska tradycja. Ale tutaj też jest bariera nie do przeskoczenia – według tego modelu, żeby sobie zupgrade’ować państwo do następnej wersji (4.0beta) trzeba zmienić konstytucję. A to, stety-niestety, przy obecnym kształcie parlamentu będzie ciężkie.

Z ostatnich obserwacji życia politycznego w tym kraju jasno wynika, że jak coś jest skrajnie alogiczne i totalnie bezsensu to na pewno musi być w tym jakiś cel. Nie inaczej jest i w tym przypadku.

Jedną z funkcji języka jest tak zwana funkcja magiczna. Jeśli coś się wypowiada czy określa w odpowiedni sposób, to w naszej ograniczonej ludzkiej świadomości staje się to bliższe rzeczywistości. Wszelkie przekleństwa oparte są na tym toku myślenia. Mówiąc „idź do diabła” mamy nadzieję, że adresat właśnie tam się uda. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Jeśli dostatecznie długo będziemy powtarzać „Czwarta Rzeczpospolita”, to w końcu będziemy ją mieć.

Ale to nie koniec jeszcze. George Orwell w „Roku 1984″ przedstawił mechanizm kontroli świadomości społeczeństwa poprzez kontrolę języka. „Bezdobrze” zamiast „źle” i tak dalej. Jak to działa w tym przypadku? Podręcznikowo. Termin „Czwarta Rzeczpospolita” nie tylko niesie ze sobą określony ładunek znaczeniowy (przybliżony na początku tego artykułu), ale także samym swoim istnieniem modyfikuje znaczenie terminu „Trzecia Rzeczpospolita”. Tok myślenia jest bardzo prosty: bo skoro mamy Czwartą, a Czwarta jest dobra, to Trzecia musiała być gorsza, bo inaczej nie wprowadzaliby Czwartej.

Kiedy to pisałem obok stanął mój brat, 14-latek, przeczytał pierwsze kilka zdań i powiedział z przekonaniem: „Przecież już mamy Czwartą. Od wyborów.”

I tak to działa. Kto chce pigułkę szczęścia?