tor blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2006

    No i po tegorocznym Pyrkonie. Nie była to co prawda wędrówka zbyt daleka, bo sprowadzała się w moim wypadku do doczłapania się na przystanek autobusowy. Ale i tak warto ją opisać.

    Zaczęło się leniwie. Powitania, złożenie bagaży w sypialni i przygotowania do pierwszych punktów programu. Humor mi się co prawda trochę popsuł, kiedy starałem się dopchać po identyfikator, a PiBis w przypływie nadgorliwości chciał mnie wygonić za drzwi. Nie udało mu się, rzecz jasna.

    Teraz może trochę o tym, za co sam odpowiadałem.

    Po pierwsze i najważniejsze, Kalambury Nieustające. Pomysł, który wykluł się w drodze powrotnej z CoolKonu. Nasza ekipa bawiła się przednio. A nawet kabaczkowato. Nie wiem jak reszta, ale z tego co udało mi się zaobserwować, to ludzie grali i chyba im też się podobało. Na następnym Pyrkonie też pewnie będą.

    Dalej… Konkurs magiczny wyszedł dość ciekawie. Gracze dosłownie stawali na głowie, aby wygrać. Jeśli nigdy nie rysowałeś/aś pentagramu stojąc na głowie i trzymając kolegę za lewą łydkę to nie jesteś prawdziwym czarodziejem/ką. Serio.

    Przewodnik po wszystkim co krasnoludzkie okazał się być streszczeniem historii krasnoludów w Faerunie. Mea culpa, nie dopracowałem rozłożenia prelekcji w czasie. Następna będzie lepsza.

    Na koniec konwentu został mi do poprowadzenia (wraz z Lordem Winterem) trening etatowych graczy. Jak na punkt programu, którego przebieg wymyślany był na bieżąco wyszło chyba całkiem nieźle. Za rok trening etatowych Mistrzów Gry.

    Jeśli chodzi o inne punkty programu, to na długo zostanie mi w pamięci konkurs histeryczny Azi i Pio (chyba zostanę inkwizyTORem…) oraz Wieczór Pirackich Opowieści 2 (mimo pewnej izolacji głównego wątku pod sam koniec; szczegóły niebawem na Poltergeiscie). Nienajgorzej (mimo obaw moich i kilku innych osób) wyszła też niedzielna prelekcja o Netherilu.

    Nie obyło się, rzecz jasna, bez drobnych problemów, jak komputer nie obsługujący formatu PDF (przez co rozleciała się prelekcja Darklorda o Sigil) czy też kilka punktów programu, które się nie odbyły. Większość z nich była zaplanowana na niedzielny poranek (Jaki kretyn wpadł na pomysł, żeby robić zmianę czasu w tym samym terminie co Pyrkon?!).

    Krótko mówiąc, było fajnie. I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem, a com widział i słyszał na blogu umieściłem.

    Jakiś czas temu w podręczniku do gry Dungeons & Dragons, którego nazwy w tej chwili nie pomnę, zobaczyłem tabelkę przedstawiającą, w jaki sposób postać zwraca się do wysoko urodzonych (w tym przypadku: do króla) w zależności od swojej inteligencji, ogłady, czy jakkolwiek to nazwać. W wolnym tłumaczeniu i dużym przybliżeniu (bo z pamięci) wygladało to jakoś tak:

    ilość punktów
    w cesze
    przykładowy zwrot do króla
    0-4 Joł, Królik, ziom!
    5-9 Witaj, Wasza Najjaśniejsza Królewskość.
    10-19 Wasza Królewska Mość…
    20+ Joł, Królik, ziom!

    W dzisiejszym Dzień Dobry wyczytałem, że Wydawnictwo „Więź” wydało modlitewnik dla młodzieży o wiele mówiącym tytule „Z Bogiem na czacie” (jedyne 9,00 PLN plus przesyłka). Gazeta pisze, że znajdują się w nim (poza tym co zwykle można znaleźć w modlitewniku) także modlitwy napisane slangiem młodzieżowym.

    Pomijam fakt, że Bóg nie jest tak lamerski żeby siedzieć na czacie (wszyscy wiedzą, że Bóg siedzi na IRCu, na kanale #niebo z ustawionymi flagami +imnpst).

    Nie chcę też dociekać na jakim poziomie stoi zdolność posługiwania się „językiem młodych” autora, o której pisze wydawnictwo (może ma jakiś certyfikat?).

    Zacząłem się po prostu zastanawiać, czy target tego modlitewnika jest na najniższym czy na najwyższym poziomie powyższej tabelki…

    No i mam za sobą pierwszy w tym roku konwent – CoolKon, który odbył się w miniony weekend we Wrocławiu. Odespałem, wypocząłem i przemyślałem wszystko co się tam działo. Teraz czas na recenzję.

    Pierwszy problem pojawił się tuż po wejściu. Gołym okiem było widać, że panowie z obsługi nie mają doświadczenia w kierowaniu tłumem i sprawnym załatwianiu formalności. Wydawanie akredytacji szło więc dość wolno. W końcu jednak dostałem identyfikator, program i szklaną kulkę (w końcu CoolKon…) i mogłem udać się do sali sypialnej, aby tam w spokoju przestudiować program.

    I tu drugi problem… Konwent miał, niestety, program dość ubogi. Czy też może inaczej – znaczna część programu nie trafiła w moje gusta. Zdecydowanie za dużo Star Wars i zbyt mały wybór prelekcji w ogólności. Na konwencie funkcjonowały trzy sale prelekcyjne. Dla niektórych to może być „aż” lub „w sam raz”, dla mnie to niestety jest „tylko”. Na Pyrkonach przyzwyczaiłem się do 4 sal prelekcyjnych + sali SW + sali mangi i anime + … No ale tutaj nie bez znaczenia był zapewne rozmiar szkoły (średniej wielkości parterowe gimnazjum), dlatego zbytnich pretensji do organizatorów nie mam.

    Na dobrą sprawę konwent zaczął się dla mnie w sobotę o 16 od świetnego LARPa w 7th Sea. Potem było już tylko lepiej. Prawie trzygodzinna dyskusja o piekarzach (sic!), szybki kurs wojskowości Eisen, wymiana pomysłów na temat ekspresowego tworzenia BNów i… Kalambury.

    Gdybym miał określić ten konwent jednym słowem, byłoby to właśnie słowo „kalambury”. Graliśmy do późnych godzin wieczornych w piątek, do wczesnych godzin porannych z soboty na niedzielę i niemal do samego wyjazdu pod koniec konwentu.

    Podsumowując: Mamo, mamo, ja chcę jeszcze raz!

    Serdeczne podziękowania dla całej ekipy kalamburowej.

    Pierwszy wyraz w trzeciej osobie liczby mnogiej, czas przyszły, strona bierna, naleciałość z francuskiego z XVII wieku… –Szczur


    • RSS