Odpocząłem. Wyspałem się. Trochę ochłonąłem (aczkolwiek niebardzo). Mogę więc nakreślić szybki raport ze Zlotu Wikimedia Polska 2006, który odbył się we Wrocławiu w miniony weekend, tj. w dniach od 29 kwietnia do 1 maja.

Do Wrocławia wybierałem się trochę jak sójka za morze. Jeden pociąg przespałem, następny odjechał jak się pakowałem, a kolejny uciekł mi praktycznie sprzed nosa. Ale dojechałem…

Tegoroczny, trzeci już Zlot miał nieco inną formułę niż dwa poprzednie. Pierwszy (Kraków 2005) był zapoznawczy. Wspominaliśmy, bawiliśmy się i miło spędzaliśmy czas. Drugi (Chorzów 2005) był kameralny. Miły lokal, ci sami ludzie, grzane wino…

Tegoroczny był bardziej formalny. Do znanych mi z poprzednich spotkań koleżanek i kolegów dołączyło nagle kilkanaście nowych osób, z których części zupełnie nie kojarzyłem (nawet z Wikipedii) lub kojarzyłem bardzo słabo. Sala konferencyjna nie sprzyjająca zbytnio rozmowom kuluarowym i ilość prelekcji niewspółmierna do ilości czasu… Przez to wszystko musiałem ludzi popędzać i uciszać (czego nie lubię), a nawet sam byłem popędzany (czego wręcz nie znoszę).

Mimo to, był to zdecydowanie najlepszy Zlot z dotychczasowych. Miejsce na prywatne rozmowy w mniejszym gronie, choć ciasne i na stojaka, się znalazło. Przyjechali wikimedianie z Francji i Niemiec, z którymi świetnie się rozmawiało i wymieniało pomysły. Miałem też dzięki nim okazję poćwiczyć tłumaczenie symultaniczne w obie strony (kto nigdy nie próbował nie ma pojęcia jak to jest męczące). Goście spoza społeczności projektów Wikimedia także okazali się strzałem w dziesiątkę. Jarek Lipszyc roztoczył przed nami wspaniałą wizję wolnych podręczników (za którą trzymam kciuki), a Gandalf dość dobitnie wykazał, że Wikipedia nie jest wcale taka wspaniała jak mogłaby być (choć to, zdaje się, nie było pierwszorzędnym celem jego wykładu…).

Najbardziej jednak cenię sobie nie do końca wytłumaczalny ładunek pozytywnej energii, z jakim opuściłem Wrocław. Energii, którą wciąż jeszcze czuję i która powinna mnie popychać do przodu aż do następnego Zlotu. A tymczasem… 20 maja spotkanie w Poznaniu

Wzrokowcom polecam rzucić okiem na zdjęcia ze Zlotu.

Aha, jeszcze jedno na koniec… Na zlocie obecny był także Arnold Buzdygan. Jedno co mogę powiedzieć to: nie taki Arnold straszny, jak go malują. Kolejny dowód na to, że prawda zawsze leży pośrodku.