tor blog

    Twój nowy blog

    Hura! Odtajniają nam tajne służby! Nawet nie wiecie, jak mnie ucieszyła ta informacja. Pan prezydent swoim projektem ustawy udowodnił mi raz na zawsze, że polski wywiad wojskowy jest najlepszy na świecie. MI6 to filia CIA. CIA to leszcze (nawet nie potrafią poległych agentów podpisać na tej swojej ścianie, stawiają tylko gwiazdki). A Mosad? Mosad to przecież Żydzi. I wszysko jasne.

    Natomiast wywiad polski to klasa sama w sobie. Okazuje się bowiem, że polscy tajni agenci są tak dobrzy, że wcale nie muszą być tajni. Mogą ze wszystkimi grać w otwarte karty, wytatuować sobie orła w koronie na czole i dalej będą diablo skuteczni.

    2000 ZULU, 24 stycznia 2010
    Mehrabad International Airport, Teheran
    Odprawa pasażerów
    Welcome to Iran, Mr…? – mówi panienka ze służb granicznych łamaną angielszczyzną.
    – Kowalski, Jan Kowalski.
    – Ach… No tak, naturalnie. – nienaganna polszczyzna, szeroki uśmiech, uwielbienie z nutką strachu w oczach. – Chwileczkę, koleżanka zaraz przyniesie tajne dokumenty dla pana.

    Wszyscy zginiemy.

    A jeśli nie wszyscy, to z pewnością zginie cała masa agentów i kontaktów operacyjnych. Ale kogo to obchodzi? W końcu ci ludzie, zwani eufemistycznie przez łże-służby „kontaktami”, to zwykli „kapusie” (cytat z pana ministra Przemysława Gosiewskiego). Jeszcze raz, powoli. Ludzie współpracujący z wywiadem wojskowym niepodległej Rzeczypospolitej Polskiej to dla przedstawiciela polskiego rządu kapusie. Mógłbym się tutaj rozwodzić nad pejoratywnym nacechowaniem tego słowa, nad tym, że używają go zwykle ludzie stojący po tej niewłaściwej stronie barykady, ale… Kogo to obchodzi?

    Rozjazdy

    1 komentarz

    „Obyś żył w ciekawych czasach”, zwykli ponoć mawiać Chińczycy. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ostatnie dwa tygodnie spędziłem w Hong Kongu, a najbliższe dwa miesiące przeżyję w centrum Pekinu…

    Od maja do września krajobraz imprez i zajęć związanych z Wikipedią i WMPL przypominał mi zabite dziurami miasteczko rodem z dzikiego zachodu. Ot, od czasu do czasu zawieje wiatr i przetoczy się jakiś tumbleweed… Teraz to istna metropolia.

    Wikitort urodzinowy
    Wikitort urodzinowy
    fot. Jimbo Wales, licencja: CC-BY 2.0

    23 września świętowaliśmy w Warszawie piąte urodziny polskiej Wikipedii. Był wielgachny, śliczny i niezwykle smaczny tort z logiem Wikipedii (na zdjęciu), było mnóstwo szampana, były przemówienia i toasty. Tak się miło złożyło (przez przypadek, rzecz jasna), że dokładnie w ten weekend odwiedził Polskę Jimbo Wales, założyciel Wikipedii. Mieliśmy więc znamienitego gościa i… Strasznie mizerną frekwencję. Nasza wina, trochę nawaliliśmy z organizacją. Ale mimo to imprezę zaliczam do udanych i będę wspominał pozytywnie.

    Ale to dopiero początek tego wikiszaleństwa. Przyszły weekend spędzę we Frankfurcie, na tzw. Board Retreat, czyli mini-konferencji z udziałem członków Rady Powierniczej Fundacji Wikimedia, przedstawicieli lokalnych oddziałów oraz innych ważnych ludzi. Daję głowę, że po tym weekendzie Fundacja zmieni się nie do poznania. Na lepsze, rzecz jasna. Szczegóły po powrocie.

    Nieco czasu na odsapnięcie, a potem 16 grudnia kurs na Chorzów i zimowy zlot wikipedystów (ciągle nie ma jeszcze nazwy, jakieś pomysły?). Ta impreza, w przeciwieństwie do poprzedniej, wpływ na przyszły kształt Wikipedii i okolic będzie pewnie miała niewielki. Ale za to liczę, że zapewni wszystkim uczestnikom bardzo potrzebnego kopa pozytywnej energii, której musi starczyć aż do kolejnego zlotu w maju. Coś jest w tych ludziach takiego, że po każdym większym spotkaniu czuje się lżej, lepiej.

    A teraz wolta i wracamy do przywołanych na początku Chińczyków. Rząd chiński odblokował dostęp do Wikipedii na terenie Chińskiej Republiki Ludowej. Super, nie? No właśnie… nie do końca. Chińska Wikipedia nadal jest zablokowana. Chińczycy, uczcie się języków…

    Wyborcze polecanki

    1 komentarz

    Już tylko kilkadziesiąt godzin pozostało do zakończenia wyborów nowego członka Rady Powierniczej (Board of Trustees) Fundacji Wikimedia. Wybrana osoba zajmie miejsce Angeli Beesley, która pełniła funkcję Reprezentanta użytkowników (User Representative) przez dwa lata i cieszy się niesamowitym wprost autorytetem wśród społeczności projektów Wikimedia. Żałuję, że Angela rezygnuje ze swojej funkcji, ponieważ cenie ją bardzo i szanuję za jej wkład w WMF. No ale skoro trzeba wybrać kogoś innego…

    Głosować może każdy, kto ma na swoim koncie użytkownika w jednym z projektów (Wikipedia, Wikicytaty itd.) conajmniej 400 edycji, jeśli tylko konto zostało utworzone przed 1 sierpnia 2006. Jeśli po przeczytaniu ich programów wciąż jeszcze nie wiesz na kogo oddać swój głos, lub interesuje Cię moje zdanie, zapraszam do lektury.

    Moim zdaniem Fundacja potrzebuje w chwili obecnej dwóch rzeczy: aktywnych i energicznych członków Rady (obecna Rada działa, niestety, bardzo wolno i niezbyt sprawnie) oraz usprawnienia komunikacji, tak wewnętrznej (pomiędzy przeróżnymi komisjami i pracownikami Fundacji), jak i zewnętrznej (między Fundacją a społecznością projektów i światem w ogóle). W oparciu o te proste kryteria polecam następujących kandydatów:

    Erik Möller (vel Eloquence) – pamiętam, jak z otwartymi ustami obserwowałem, jak Erik stawia na nogi najpierw Commons, a następnie Wikinews. Ten człowiek, nawet jeśli ma swoje wady, jest jednym z najaktywniejszych wikimedian jakich znam.

    Kim Bruning – poza programem, który w znacznym stopniu pokrywa się z tym, co napisałem powyżej, na rzecz Kima przemawia jeszcze jedna rzecz – narodowość. Mimo, iż Holandia nie jest może krajem skrajnie różnym od USA, ale pewne różnice, które występują, z pewnością dadzą Kimowi możliwość spojrzenia na niektóre kwestie z innej perspektywy.

    Kelly Martin – pozwolę sobie zacytować jej słowa „Dziwne sposoby wykonywania różnych zadań w obrebie fundacji często doprowadzają mnie do frustracji”, cóż, święta prawda. Kelly jest aktywna na poziomie Fundacji od jakiegoś czasu i wierzę, iż ma zarówno dość jasny obraz tego co należałoby poprawić, jak i kilka pomysłów na to jak to zrobić.

    Kathleen Walsh (vel Mindspillage) – Kat bierze aktywny udział w pracach Fundacji, ma także program zorientowany na współpracę z innymi organizacjami i komunikację.

    Z innych wieści wikipediowych – w sobotę obchodzimy piąte urodziny polskiej Wikipedii. Sprawozdanie z imprezy pojawi się jak tylko wrócę z Warszawy. Do przeczytania.

    A miało dzisiaj być o lotach w kosmos…

    W dzisiejszym Dzienniku Rafał A. Ziemkiewicz dał celnego prztyczka w nos prowadzącym i widzom programu Szkoło Kontaktowe emitowanego w TVN24. Prztyczek mianowicie polegał na tym, iż „elitka” wzajemnej adoracji co wieczór zbiera się przed telewizorami i podśmiewa z „buraków”, którzy w swej głupocie popierają PiS. Wykształciła się w Polsce, zdaniem RAZa, „zbiorowa gęba antykaczyzmu”.

    Jako osoba, która również od czasu do czasu zasiada przed telewizorem, prztyczka przyjąłem. Prawda, jest moda na krytykowanie PiSu za wszystko co robi i wszystko, czego nie robi. A ci biedni ludzie, którzy na nich głosowali to… I tak dalej. Mimo, iż z krytykowania rządu nie zamierzam rezygnować (w końcu to moje obywatelskie prawo, by nie powiedzieć obowiązek), to dzięki tej wypowiedzi RAZa postaram się teraz robić to z głową, nie automatycznie i z rozpędu.

    Natomiast panowie Sianecki i Przybylik nie zrozumieli z tego krótkiego wywodu o antykaczyzmie nic. Zupełnie nic. A szkoda. Przeważnie wypowiadają się w sposób znacznie bardziej inteligentny. Czyżby spadek formy?

    Ech… Się zdenrwowałem.

    Tak, wiem, statystyki kłamią. Ale od czasu do czasu dobre kłamstwo nie zaskodzi.

    Obok artykułu Wikipedia nie da się ocenzurować w portalu Gazeta.pl zamieszczono sondę. Pytanie brzmi „Czy korzystasz z Wikipedii?

    W momencie gdy to piszę na pytanie odpowiedziało 2817 osób. 96% odpowiedziało twierdząco.

    Hura, hura.

    Grass był w SS. I co z tego? W zasadzie nawet bym się o tym na Tor Blogu nie zająknął. Nie planowałem nic pisać nawet wtedy, gdy pan poseł Kurski nawoływał Grassa do dobrowolnego (sic!) zrzeczenia się honorowego obywatelstwa Gdańska. Zgrzytnąłem zębami kiedy prezydent Wałęsa oświadczył, że on się zrzeknie honorowego obywatelstwa, jeśli Grass tego (dobrowolnie…) nie zrobi. Dzieci, czy potraficie powiedzieć „mobbing„? Dalej jednak nie miałem zamiaru poświęcać całej sprawie ani kropli wirtualnego tuszu…

    Aż tu nagle na ratunek przychodzą Gdańszczanie. Ponad 70% respondentów jest przeciw odbieraniu Grassowi obywatelstwa przez radę miasta, ponad połowa sądzi, że nie powinien się on go zrzec sam. I w takich momentach wraca mi wiara w ludzi. Dziękuję.

    Przy okazji mieszkańcy Gdańska zapobiegli incydentowi, który mógłby się potencjalnie przerodzić w kolejny konflikt na linii Polska-Niemcy.

    Ciekawe tylko teraz, czy prezydent Wałęsa dotrzyma słowa…

    Zdaniem magazynu TIME nie da się żyć bez… Wikipedii. Wolna encyklopedia znalazła się na opublikowanej niedawno przez TIME liście 25 serwisów internetowych bez których nie da się żyć.

    Zestawienie jest dość amerykocentryczne. Na moje oko, średnio-zaawansowany polski internauta zna poza Wikipedią może z 6-7 innych serwisów z tej listy. Możliwe więc, drogi czytelniku, że znajdziesz na niej sporo wartych uwagi „nowości”.

    Polecam również inne zastawienie – 50 Coolest Websites.

    W odpowiedzi na projekt zmiany samorządowej ordynacji wyborczej kilka dość znanych w polskim Internecie osób, w tym Paweł Wimmer, powołało projekt pod nazwą Akcja Obywatelska (AO).

    O co chodzi w tym projekcie? No właśnie… Chyba nikt tego do końca nie wie. Tydzień temu powstała strona internetowa. W blogosferze zaszumiało. Do dziś odwiedziło ją prawie 50.000 osób. Od 30 do 90 komentarzy pod każdym wpisem na blogu AO. Tak! Hura! Na barykady! W jedności siła!

    Stop, do wszystkich diabłów. A co właściwie chcecie osiągnąć? Jest jakiś mglisty program w budowie na wiki akcji. Czyli co, owczy pęd?

    Nie, nie jestem przeciwko budowaniu społeczeństwa obywatelskiego za pomocą technologii wiki. Nie jestem nawet przeciwko budowaniu programu na zasadzie konsensusu, już po starcie przedsięwzięcia. Zgadzam się z większością opinii prezentowanych przez twórców AO. Wszystko niby fajnie.

    Ale atmosfera w jakiej ten ruch powstaje przyprawia mnie o mdłości. Czy naprawdę nic się w Polsce nie da zbudować odwołując się do uczuć pozytywnych? Czy zamiast być „przeciw” nie możemy choć raz być „za”? Owszem, program AO słowem nie wspomina o PiS i Samoobronie. Ale akcja nabrała rozpędu dzięki hasłom tak samo populistycznym, jak te głoszone przez w/w partie, tylko adresowanymi do innego odbiorcy. Nabrała rozpędu dzięki retoryce rozgoryczenia i złości. W ostatnim wpisie na blogu AO uczestników akcji porównuje się do „partyzantki IV RP”. Nawet pomijając koślawą konstrukcję gramatyczną tego sformułowania (wynika z niego, że partyzanci walczą w obronie IV RP) zostają dwie kwestie. Po pierwsze, tyle razy mówiłem, żeby nie używać terminu IV RP. Nie ma czegoś takiego. Używając terminologii środowisk, które obrała za przeciwników, AO przegrywa jeszcze przed rozpoczęciem wojny. Po drugie… No właśnie – wojny?! Jaka partyzantka? Jakie wojsko? A po udanym przepchnięciu pierwszego projektu przez Sejm jeden z szefów AO powie do drugiego „Panie Prezesie, melduję wykonanie zadania…” Wojenna retoryka już się w polityce parokrotnie pojawiała. Muszę podawać przykłady?

    Wiecie co? Ja postoję.

    A na domiar złego logo AO krzyczy w niebogłosy „naruszenie praw autorskich”. Ponieważ nie życzę nikomu zaangażowanemu w ten ruch źle, mam nadzieję, że szybko zostanie zmienione. Być może nawet na jakieś, które dla odmiany będzie „za”… Albo ruch skończy w sądzie zaraz po tym, jak zacznie cokolwiek znaczyć.

    Claygirl ostatnio zawzięcie wojuje o wprowadzenie obsługi XFN™ na joggerze. Po przeczytaniu notki na jej blogu zainteresowałem się sprawą i, rzecz jasna, wprowadziłem XFN na Tor Blogu.

    XFN to, w dość dowolnym tłumaczeniu, XHTMLowa Sieć Przyjaciół – prosty sposób na wyrażenie swojej relacji do osób, do których stron internetowych linkujemy. Zachęcam do zapoznania się z wprowadzeniem do XFN oraz krótką instrukcją obsługi (niestety obie strony są po angielsku, polskich materiałów nie znalazłem).

    Ad astra?

    2 komentarzy

    Discovery wylądował. Nic nie wybuchło, nic nie odpadło, nikt nie zginął. Moim zdaniem należy się cieszyć wyłącznie z tego ostatniego faktu.

    Amerykańskie wahadłowce powstały w latach 70. poprzedniego stulecia. Są przestarzałe, nieekonomiczne i przestarzałe. Nie da się podbić kosmosu latając w czymś, co się rozpada, jeśli jeden kafelek poszycia się obluzuje. A kafelków jest około 31.000.

    ESA już dwa razy planowała budowę własnych wahadłowców.

    Pierwszy z nich, Hermes, był wzorowany amerykańskim projekcie X-20. Miał wejść do użytku w 1995 roku. Program został jednak zamknięty na dwa lata przed tą datą. Dlaczego? Wikipedia podaje, że powodem była „zmiana klimatu politycznego i finansowego” (cokolwiek miałoby to znaczyć…). Budowy Hermesa nigdy nie ukończono.

    EADS Phoenix
    EADS Phoenix, fot. © SSC

    Drugą próbę podjęto całkiem niedawno. Skonstruowano prototyp, Phoenix (na zdjęciu), na bazie którego miał następnie powstać (między 2015 a 2020) właściwy wahadłowiec, Hopper (strasznie durna nazwa, swoją drogą). Tutaj pomysł był dużo śmielszy. Pojazd miał być rozpędzany do prędkości kosmicznej na długiej magnetycznej rampie, co miało być dużo tańsze niż używane przez NASA rakiety. I co się stało? Projekt zamknięto. Nie udało mi się dokopać do informacji na temat powodów tej decyzji.

    Po co piszę to wszystko? Żeby pokazać, że pomysły są. Ale najwyraźniej wszyscy, z Amerykanami na czele, wyznają zasadę „don’t knock it if it works” – skoro działa, to nie należy nic zmieniać.

    Gdyby Discovery uległ awarii, program lotów kosmicznych NASA zostałby najprawdopodobniej wstrzymany. Ale po kilkunastu latach mielibyśmy nowszy, lepszy i zapewne tańszy w eksploatacji sprzęt. A tak… Cóż, pozostaje telewizja i kolejne powtórki Star Trek: Enterprise i Andromedy


    • RSS